niedziela, 3 sierpnia 2014

Farba na włosach

Od jakiegoś czasu coś mnie dręczy i chciałabym o tym napisać. Nie w pamiętniku, a właśnie na blogu. Mam potrzebę ekshibicjonizmu moich przeżyć - niby to głupie, ale skoro to lubię, więc po co się przed tym wzbraniać?

No to zacznijmy od końca. Mam farbę ma włosach - jeszcze nigdy takiego koloru nie miałam. A dlaczego mam ją na głowie o 22? Bo wcześniej wypiłam większą połowę butelki wina. I zajadałam się sushi. I zbierałam komplementy za to, jak to sushi ładnie zrobiłam. Czekoladowe fondue też się wszystkim spodobało. Kiedy już wszyscy wyszli (a ja byłam jeszcze po mniejszej połowie wina) uświadomiłam sobie, jak bardzo kocham pewnego człowieka. I zaczęliśmy się bawić w dowody miłości. Telefon od Jego kolegi w trakcie - kurczę, kręci mnie to. Jego przygryzanie wargi i udawanie, że nic się nie dzieje. Tak, za to go kocham. Po wszystkim On idzie grać, a ja wstawiam kawę - jak dla mnie sytuacja idealna. Jeszcze umawiam się na jutro rano z panną L., żeby trochę po mieście polatać. Potem wkurzam się na siostrę, bo niby starsza, a zachowuje się jak dziecko - słucham, ale sił już do tej sytuacji nie mam. No, a teraz idę i modlę się, żeby mi włosów nie wypaliło. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz